informacje osobiste - zdrowotne

poniższy opis zamieszczam z 2 powodów
1. zmęczenie wielokrotnym opowiadaniem dość obszernej histori
2.zaspokojenie ciekawości zaintereowanych zdobyciem karty parkingowej inwalidy

 

21. COVIDowa panika czyli jak zostałem inwalidą.

13.08.2016 zerwałem ścięgno achillesa lewej nogi. Była sobota przed północą gdy przeszedłem 8 w życiu operację szpitalną. Następnego dnia poprosiłem o wypisanie do domu gdzie pozostawiłem umierajacą mamę pod zastępczą opieką brata. Mimo wzywanych przez brata lekarzy 13 i 14 sierpnia, domumentacji medycznej i leków leżących na stole w pokoju chorej mamy nie podano codziennych dawek i zastrzyku antyzakrzepowego. Następnego dnia mama zmarła.

Kontrola ortopedyczna w maju 2017 ujawniła powikłania pooperacyjne o charakterze neurologicznym. Objaw to atrofia mięśni nogi lewej. Kompleksowe badania podczas 5 dniowego pobytu w WIML (Wojskowy Instytut Medycyny Lotnictwa) w czerwcu 2018 wykazały uszkodzenia układu nerwowego - polineuropatia wielokończynowa. Do rehabilitacji ortopedycznej (kolana i kręgosłup) doszła neurologiczna. Wymagana codzienna aktywność fizyczna nakierowana na upośledzone bo niedokrwione mięśnie. Również zalecenia i ograniczenia w diecie neurologicznej kolidowały z dietą wspierającą schorzenia ortopedyczne. Uzupełnieniem rehabilitacji miało być skierowanie do sanatorium.

W wyniku COVIDowej paniki i wprowadzonych ograniczeń od marca 2020 do lipca 2021 możliwości systematycznych ćwiczeń zostały zredukowane do domowego minimum. Zamknięte obiekty sportowe i rekreacyjne, baseny, hydromasaże, siłownie a nawet schroniska górskie itp. Kompleksowe ograniczenia możliwości codziennej i całorocznej aktywności fizycznej spowodowały obniżenie poziomu odporności mojego organizmu. Odwołano zawody i imprezy sportowe a to obszar działalności zawodowej i firmy KesS wymagający fizycznej aktywności zredukowanej niemal do zera. Pierwsze zlecenie i wyjazd na przegląd techniczny systemu EPS (elektroniczny pomiar czasu) i fotofiniszu toru regatowego w Bydgoszczy, praca od 7 rano do 22 jak się okazało była zbyt dużą i szokową dawką po COVIDowej utracie kondycji. Efekt to półpasiec klasyczny. Lewa połowa skóry w pasie pokryła się bolącymi krostami i obfitą opuchlizną biodra.

Ponieważ pierwsza dawka leków zapisanych w SOR w Chojnicach nie zaleczyła dolegliwości, lekarz w przychodni wydał skierowanie w trybie CITO do szpitala. 27.07.2021 szpitalna rejestracja odesłała mnie do sekretariatu Oddziału Chorób Wewnętrznych. Sekretariat był czynny do godz.15 i musiałem przyjść następnego dnia rano. Byłem przygotowany na pozostanie w szpitalu. Drzwi do sekretariatu były otwarte ale wejście blokowało stojące w przejściu krzesło. Poinformowałem szpitalną urzędniczkę że przychodzę ze skierowaniem i bolesną od 12 dni dolegliwością. Bez zapoznania się z treścią skierowania i zachowując bezpieczny 5 metrowy dystans zostałem odesłany do pawilonu SOR szpitala wolskiego. Wejście do środka było niemożliwe. Wszystkie drzwi wejściowe były zamknięte na stałe. Dostęp był przez bramę dla ambulansów. Podnoszona żaluzja wjazdowa w momencie wjazdu auta umożliwiła mi dostanie się do wnętrza budynku ale nie do rejestracji. Skierowanie przekazałem osobie w cywilnym stroju która kierowała ruchem ratowników medycznych. Po godzinie oczekiwania dowiedziałem się że półpasiec to choroba zakaźna i nie wiadomo co mają ze mną zrobić choć na skierowaniu było to wyraźnie napisane. W końcu trafiłem do poczekalni. Wszystkie miejsca siedzące były zajęte. Na 20m2 tłoczyło się ponad 20 osób. Po 4 godzinach oczekiwania nikt się mną nie zainteresował. Ból zaczął narastać. Poprosiłem w rejestracji o środki przeciwbólowe. Dostęp do lekarza i pomoc były niemożliwe. Trzeba było czekać. Gdy oczekująca starsza pani położyła się z bólu na posadce poczekalni i wyjaśniła że czeka od 6 rano na pomoc a dochodziła g.14 to zrezygnowałem z dalszego czekania. Dzień był upalny. W domu wziąłem zimny prysznic i tabletki przeciwbólowe. Zgłosiłem się na izbę przyjęć WIML gdzie były kompleksowe badania z 2018. Rejestracja była nieczynna ale po zrobieniu w ambulatorium badań EKG, ciśnienia i glukozy skierowano mnie do szpitala zakaźnego. W szpitalu zakaźnym po 2 godzinach na leżance w izolatce, zostałem bardzo dokładnie wypytany o historii i okolicznościach pojawienia się dolegliwości bólowych, potężnej opuchlizny na lewym biodrze i prowadzonym leczeniu farmakologicznym. Zalecono mi dalsze leczenie w domu z uwagi na wyższy komfort kuracji i bezpieczniejsze warunki odizolowane od różnych szpitalnych zagrożeń. Kolejni lekarze co tydzień zapisywali maksymalne dawki heviranu i silniejsze środki przeciwbólowe. Skierowanie do szpitala nie było rozpatrywane. 13.09.2021 Kolejny lekarz poproszony o receptę na nieustępujące dolegliwości bólowe i opóchliznę zrobił pełny bilans sumaryczny połkniętych tabletek. Dowiedziałem się że zalecane i dopuszczalne bezpieczne dawki przekroczyłem 5 krotnie. Lek psychotropowy miał wyłączyć ośrodki bólu w mózgu i zastąpić środki przeciwbólowe. Psychotrop działał nie tylko w tym zakresie ale też jak środek poprawiający nastój, pewność siebie i złudne poczucie siły i bezpieczeństwa. Po 2 miesiącach w łóżku zabrałem się za nadrabianie zaległości. Już pierwsze prace porządkowe w magazynie firmy zakończyły się fatalnie. Tnąc deski pozostałe po remoncie dachu lokalu firmowego w 2017 uszkodziłem 2 palce lewej ręki. Zadzwoniłem na 112. Miałem pozostawać w łączności telefonicznej i poszukać pomocy dla zabezpieczenia odciętego paliczka palca 2. Potrzebny był lód. Gotowy do startu śmigłowiec czekał na lekarza specjalistę a ja pozostawałem na linii tel.gsm.

W tym czasie poprosiłem sąsiada o zabezpieczenie zwisającego w rękawicy roboczej odciętego końca palca. Sąsiad zawołał do pomocy swoją sąsiadkę lekarkę. Wbrew zaleceniom z tel. 112 lekarka zamiast obłożyć lodem ranną dłoń zdjęła rękawicę i zabrała się za dezyfekcję rany. Ból i sikająca krew spowodowały że sąsiad odebrał mi telefon i przerwał połączenie alarmowe wraz z akcją ratunkową. Lekarka zabandażowała ranę. Wezwano na pomoc karetkę ze szpitala w Nowym Dworze Mazowieckim. Do przyjazdu ambulansu nie udało się odnależść rękawicy z odciętym 1 paliczkiem palca. Najprawdopodobniej został pożarty przez Nergala. Tak wabił się pies sąsiada rasy bokser maści świeżego krowiego łajna, który asystował od początku akcji ratunkowej bo sąsiad zamiast lodu zastosował zamrożone mięso wyciągnięte z zamrażarki. Odłożoną rękawiczkę z kawałkiem palca zapewne psisko wzięło sobie do zabawy w ogródku. Mało prawdopodobne aby bydle-palcożerca zjadło palec razem z rękawiczką która nigdy się nie odnalazła. To była solidna rękawica spawalnicza z grubej skóry.

Tu muszę przyznać że w szoku powypadkowym straciłem zdolność racjonalnego myślenia bo w domu-biurze miałem w lodówce gotowy do użycia żel schładzający.

W nowodworskim szpitalu odbyłem wycieczkę po piętrach budynku siedząc na wózku którego prowadzący wykrzykiwał pytająco czy jest ktoś kto zajmie się uciętym palcem. Nikt się nie znalazł. / szpitalne telefony COVIDowo nie działały(?). Zostałem odwieziony do warszawskiego szpitala bielańskiego.

Po formalnościach COVIDowych na Izbie Przyjęć SOR i RTG znalazłem się w abulatorium zabiegowym. Operujący ranę po godzinnych staraniach poinformował że nie może zamknąć rany i musi doamputować kawałek kości. Podobny komunikat usłyszałem po następnej godzinie zmagań. Sytuacja powtórzyła się jeszcze 3 raz. Ostatni kawałek 3 paliczka palca chrupnął w szczękach cążek o półmetrowych ramionach. Z 2 palca nie zostało już nic. Dochodziła północ podobnie jak po operacji achillesa w 2013.

Autor dzieła nie tylko nie wykazał się wystarczającymi umiejętnościami manualno-chirurgicznymi ale także brakiem świadomości swoich możliwości zawodowych. Mógł odesłać mnie na Oddział Chirurgi Ręki Szpitala AM na Lindleya. W 1999 w tym szpitalu lekarze pod kierunkiem dr.T.Matuszewskiego uratowali mój 4 palec tej samej ręki. Kości palca były w 5 kawałkach a w służbie zdrowia odbywał się właśnie ogólnopolski strajk anestozjologów. Operowany na szpitalnym bloku operacyjnym palec działa do dzisiaj z pełnym wyprostem i niepełnym zgięciem co w niczym nie ogranicza jego codziennej funkcjonalności. Można (?), gdy nie ulega się medialnej panice.

Podczas kolejnej pooperacyjnej szpitalnej kontroli lekarskiej konsultowałem kwestię wyjazdu do sanatorium na kurację neurologiczną przyznaną w 2018 a właśnie umożliwioną skierowaniem NFZ do Kołobrzegu. Nie było żadnych przeciwwskazań tylko same dobre strony 3ch tygodni zabiegów w nadmorskim kurorcie. Mimo okazania aktualnej półpaścowej dokumentacji w tym negatywny test COVID, podczas wstępnej konsultacji lekarskiej zaplanowano zabiegi obejmujące schorzenia zlecone w 2018. Wyjątkiem był laser na uszkodzony palec 3L i blizny po amputacji 2L. 15 lat młodszy ode mnie lekarz po zapoznaniu się z wynikami badań krwi powiedział że też by takie chciał mieć. Na starcie kuracji miałem więc pełne predyspozycje do rekonwalescencji. Tej fizycznej kręgosłupa, nogi i dłoni ale też psychicznej popółpaścowej i poamputacyjnej.

Już po pierwszym dniu zabiegów zapisałem do lekarza. Poza bólem typu neuralgia po-półpaścowa lewego biodra pojawił się narastający ból centralnej części brzucha. Antydepresant przeciwbólowy na półpasiec nie wystarczał. Przepisywane bez recepty tabletki na poprawę perystaltyki jelit, wypróżnianie itp. nie pomagały. Ból był z dnia na dzień silniejszy.12 dnia pobytu w obawie przed kolejną nieprzespaną nocą w cierpieniu zgłosiłem się do ambulatorium. Po badaniu EKG wezwano pomoc SOR Kołobrzeg. W ambulansie wykonano EKG i wkuto stały zawór dożylny - wenflon. Po 3 EKG w Izbie Przyjęć SOR zostałem podłączony do kroplówki. Rozluźniające i przeciwbólowe dawki dożylne szybko sprawiły ogromną ulgę. Badania laboratoryjne wykazały ostrą infekcję. RTG, USG i TK nie zlokalizowały źródła infekcji i najprawdopodobniejszego powodu bólów brzucha. Po 24 godz obserwacji i bezsennej obowiązkowej na SOR głodówki, mocno odwodniony zostałem wypisany tak jak stałem. W pidżamie i w klapkach 28.10.2021. Na zewnątrz było ciemno, +3'C. Udało się złapać TAXI. Zaległe czwartkowe zabiegi miałem nadrobić w piątek i w sobotę. 3 posiłki które przepadły nadrobiłem zalecaną czekoladą gorzką i owocami. Problem nie zniknął. Kolejne zabiegi sprawiły że dolegliwości bólowe uległy nasileniu. Wszystkie procedury zostały powtórzone. Po 2 dniach znalazłem się znowu na IP SOR.

Na badania krwi i usg wyraziłem zgodę. Na powtarzanie RTG i TK brzucha, płuc i głowy już nie podpisałem oświadczeń że się zgadzam bo wyniki sprzed 48 godz .były w systemie komputerowym szpitala. Ponadto w ciągu ostatnich 2 miesięcy miałem robione w Warszawie 2 RTG i TK.

Od zapisu do lekarza, skierowania na badania/RTG/TK w Warszawie i powrót do lekarza kierującego z wynikami opisanymi przez radiologa to 3-6 tygodni minimum.

Ponownie zostałem wystawiony za szpitalne drzwi w stroju do spania. Na pożegnanie usłyszłem komentarz - symulant. Nadal nikt nie zdiagnozował problemów z bólem brzucha i z obfitą opuchlizną biodra L. Tym razem miałem już ze sobą portfel z dowodem osobistymi pieniędzmi na wodę i powrót - taxi.

Większość kuracjuszy przebywała w sanatorium lecząc schorzenia związane z nadwagą. Podstawą kuracji była dieta 1000kcal.=50% średniej normy na zapotrzebowanie energetyczne organizmu. Stołówka była już zamknięta. Kawiarnia z ciatkami też. Następnego dnia było święto zmarłych. Dyżurny lekarz za 48 godz. Zrezygnowałem z dalszych bólotwórczych zabiegów. Ruszyłem do domu z zamiarem posilenia się i przenocowania w przydrożnym hotelu. Jeszcze przed Koszalinem poczułem senność i zmęczenie oczu od świateł pojazdów z naprzeciwka. Telefonicznie zamówiłem obiad z kolacją i noclegiem w Mielnie w ośrdku pro-zdrowotnym w którym w 2013 byłem z mamą. Po obiedzie lekarz zalecił 3 dni "odpoczynku" w łóżku po sanatorium/SOR z pełną dietą makrobiiotyczną, bez ćwiczeń i zabiegów. 3go dnia po śniadaniu nie udało się zaplanować dalszego pobytu w ośrodku ponieważ lekarz był na zwolnieniu....

Wyruszyłem w drogę do Warszawy. Po 2 godzinach jazdy odczuwając narastające znużenie i pragnienie zatrzymałem się na stacji benzynowej. Po zatankowaniu wybrałem z półki napój cytrusowy. Smak napoju nawet nie przypominał soku z grapefruita. Po chwili obsługa zwróciła mi uwagę że na terenie stacji jest zakaz spożywania alkoholu.. Okazało się że w bytelce takiej jak oranżada był drink. Poprosiłem więc o duży sok owocowy 0%alc. Po wypiciu litrowego soku ruszając spod dystrybutora paliwa doznałem zaburzeń wzrokowych i równowagi. Jakiś przypadkowy kierowca widząc moje manewry przy wyjeżdżaniu poprosił o otworzenie okna. Bez żadnej dyskusji i mojego sprzeciwu wyciągnął ze stacyjki kluczyk i zaniósł na stację. Wkrótce zjawiła się policja. Po badaniach alkomatem wezwano ambulans. Badania EKG, ciśnienia, tętna i glukometrem wykazały cukier 600 /powinno być 120 po posiłku. Znalazłem się w SOR Szczecinek. Po 48 godz. badań USG, RTG, TK i lab. - krew co 2 godz. nie ustalono przyczyn infekcji PRC=250/ norma to max 5. Wszystkie rzeczy osobiste i dokumentacja medyczna były w aucie 50 km od szpitala. 05.11.2021 miałem zadecydować czy zostalę na minimum 1 do 2 tygodni w Szczecinku czy ktoś zabierze mnie do Warszawy. Następnego dnia brat zabrał mnie i auto. Dalsze leczenie doprowadziło do uzupełnienia dotychczasowych i wielokrotnie powtarzanych badań o MR. Wyniki otrzymane w Nowy Rok 2022 uruchomiły tzw. szybką ścieżkę onkologiczną. Rozpoczęte leczenie w NIO przewidywało pilny zabieg operacyjny w okresie luty/marzec poprzedzony koniecznym badaniem przedoperacyjnym krwi. Planowanych badań przeprowadzić się nie dało bo w szpitalu panowała mobilizacja spowodowana wybuchem tzw. wojny ukraińskiej i zakończeniem tzw. pandemii. O przesunięciu operacji o 2 miesiące zostałem wkrótce poinformowany telefonicznie. Planowana na kwiecień 2022 operacja ręki została przesunięta o pół roku po zakończeniu rehabilitacji onkologicznej. Operacja onkologicznie zagrożonej wątroby i trzustki zakończyły się wycięciem łożyska wątroby wraz z przyspawanym zapewne elektrycznie pęcherzykiem żółciowym. Zapowiadany na 1 godzinny zabieg szpitalny trwał 3 razy dłużej. W trakcie operacji zawartość pęcherzyka i przewodów żółciowych rozlała się po jamie brzusznej..

Podczas wypisu z NIO dowiedziałem się że powodem moich pomorskich silnych bóli sprzed pół roku były formujące się złogi/kamienie żółciowe. Przyczyną tego mogły być najprawdopodobniej zabiegi sanatoryjne nie uwzględniające aktualnych schorzeń- np. elektroprądy przepuszczane od biodra do biodra i inne tzw. seanse pulsacyjne . Mikrochirurgiczno-neurologiczna operacja ręki z pażdziernika'22 została przesunięta na kwiecień 2023... to 18 miesięcy po wypadku i 'fachowo' zaprzepaszczonej pierwotnej szykowanej pomocy lekarskiej przez LPR.

Rok wcześniej po orzeczonej przez KL ZUS niezdolności do pracy 15.03.2022 otrzymałem odmowę renty a po przejściu na emeryturę otrzymałem w 2024 legitymację inwalidzką. Od 27.09.2021 do 19.01.2024 mając zerową rentę udało mi się nie tylko przeżyć ale też utrzymać ciągłość działalności mojej firmy KesS mimo notowanych strat od 2012.

Rok po półpaścowych doświadczeniach ponownie pojawiły się wysypka i kłujące bóle. Tym razem na plecach na prawej łopatce. Nie czekając zgłosiłem się do SOR w Brodnicy. Internista wykluczył półpasiec. Dostałem skierowanie CITO do dermatologa. 02.07.2022 przychodni w Warszawie najbliższy termin był na 03.12.2022. Dermatolog nie miała już nic do roboty ale zainteresowała się po co tak późno się zgłaszam. Wyjaśniłem że realia NFZ skazały mnie na leczenie się we własnym zakresie. Stosowałem wapno z witaminą, dezynfekcje itp domowe metody. Poprosiłem o wskazówki na przyszłość gdybym z podobnymi objawami znalazł się ponownie w półrocznej kolejce. Po szczegółowym wypytaniu mnie o wszystkie losowe perypetie od złapania półpaśca lekarka zaproponowała mi skierowanie do psychiatry. Oceniła że po tak intensywnych i traumatycznych przeżyciach nikt normalny nie może już być normaly. Potraktowałem ten pomysł pół serio ale gdy opowiedziałem o tym lekarzowi POZ to już bez dyskusji dostałem skierowanie do psychologa. Po 3 sesjach zawiesiłem psychokurację. Chodzenie na zalecone cotygodniowe sesje z grupą wsparcia wykraczało poza moje możliwości czasowe. Leczyłem się już łącznie u 14 lekarzy specjalistów. Realia pozazdrowotne również pozbawiały mnie jakichkolwiek rezerw czasowych na nowe zadania. Wyłączona od 15 miesięcy z użytku lewa ręka wymagała codziennych ćwiczeń dla powstrzymania atrofii mięśni ramienia. To 4 rehabilitacja nakierowana na indywidualne schorzenie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

|
 

Grzegorz Koperski

sport@kess.pl

 
ul.Syreny 32 m 21, 01-155 Warszawa
 
tel..22 632 8621, gsm. 782 837 521,
 
<<<POWRÓT